UWAGA! BLOG PRZENISIONY

NOWE WPISY ZNAJDZIECIE NA WWW.FAJNEOGRODY.PL .

1 marca 2013

Od jakiegoś czasu w mediach przewija się problem wycinki drzew w jednym z najbardziej znanych parków stolicy, a mianowicie Ogrodzie Krasińskich. Temat jest ważny, a myślę, że wobec przemian gospodarczo - kulturowych w naszym kraju będzie powracał coraz częściej przy okazji innych obiektów. Zauważyłam bardzo czarno - białe ujęcie problemu. 
Wytworzyły się w praktyce dwie frakcje: obrońców drzew, miłośników przyrody broniących oazy zieleni, czyli nazwijmy ich ekologów, przeciwnych tej wycince, oraz obóz popierających dziania w parku, na który składają się w dużej mierze tzw. fachowcy, czyli w przewadze środowisko zielonej branży, zwłaszcza jej warstwa złożona z naukowców, intelektualistów, specjalistów itd. Oczywiście to ostatnie stanowisko podzielają władze miasta. W konsekwencji zainteresowani tematem "cywile"  również się podzielili sympatyzując z jedna lub drugą frakcją, przy czym obrońcy drzew  są w przewadze. Wciąż czytam w mediach tylko: wycinka dobra lub wycinka zła. Hmmm. Uważam, że to bardzo płytkie ujęcie tego tematu, rozgrywanego za pomocą gry na emocjach z wykorzystaniem demagogicznych haseł.
Moim zdaniem obie strony po części mają rację, a po części nie, choć oczywiście ciążę w stronę zwolenników. Rozpoczynając analizę tego problemu należy spojrzeć  na to czym jest,  a czym był ogród Krasińskich dla Warszawy. To czołowy obiekt ogrodowy i piękny przedwojenny park, którego początki sięgają XVII wieku!
Park dość szybko uzyskał status obiektu publicznego, a jego dzisiejszy kształt jest pamiątka po genialnym polskim planiście i głównym ogrodniku Franciszku Szaniorze. Kto nie zna tego nazwiska nie powinien w ogóle parać się profesjonalna architekturą krajobrazu, bo to tak jak by polski pisarz czy polonista nie znał bp. twórczości Sienkiewicza czy Miłosza. I uwaga ja nie pisze lubił tylko znał. Bo nie trzeba lubić, czy popierać ale trzeba mieć pełen obraz sytuacji by w danej kwestii wydawać osąd, czy się w ogóle wypowiadać. No i tu wróćmy do sedna, czyli do problemu wycinki drzew i tego po co się to robi. Ano, żeby tak naprawdę wiedzieć po co się to robi, trzeba WIEDZY, ale takiej prawdziwej, rzetelnej wiedzy w zakresie rewaloryzacji i konserwacji terenów zieleni. Wiedza ta pozwala zrozumieć, czemu w celu rewitalizacji zaniedbanego parku wycinka jest konieczna. Można się kłócić czy wycinka w takim wymiarze była konieczna, czy nie należało robić tego etapowo. Nie wiem, bo to znowu wymaga analiz i dokładnych studiów tematu. 
Czytam, że w happeningu pod bramą parku pojawia się znany aktor. Hmmm. Poniekąd kwestionuje zasadność podejmowanych działań i kompetencję autorów projektu rewitalizacji. Ale jakim prawem to robi? Czy posiada adekwatna po temu wiedzę? Nie sztuka przyjść powiedzieć coś złe, bo tak uważam. Możemy również powiedzieć jest Pan złym aktorem, bo tak uważamy. A przecież nie posiadam odpowiednich kompetencji do oceny gry aktorskiej tego Pana, bo nie jestem fachowcem w tej dziedzinie. W Polsce dziś każdy jest fachowcem od wszystkiego. To spuścizna PRL w naszej mentalności, od której na szczęście młodsze pokolenia się uwalniają. A już ogrodnikiem w Polsce jest każdy i to w zasdzadzie dobrze. Ale ogrodnictwo i uprawa ogrodów to nie to samo co architektura krajobrazu w profesjonalnym tego słowa znaczeniu. 
Musimy sobie zdać np. sprawę na jak szeroką skalę prowadzi się w Polsce wyręb lasów. Tak! Leśnicy tną drzewa i to czasem bardzo stare ponad 100 - 200stu letnie osobniki. I to są wycinki nie 300 szt., ale 1300, czy 3000. Jakoś nikt nie protestuje, bo wychodzimy z założenia, że wiedzą co robią. Cóż zawód leśnika nie był tak deprecjonowany w PRL jak ogrodnika, stąd wysokie zaufanie społeczne. Ogrodnicy w PRL kojarzyli się niestety w dużej części z burżuazyjno - inteligencką warstwą społeczną, czyli z wymiarem życia społecznego który skazano na wyrugowanie. Dlatego u nas pojęcie tego zawodu zostało wypaczone i sprowadzone do ogrodnika zajmującego działką, szklarnią i ogródkiem czyli ogrodnika w tradycyjnym pojęciu. Tak na marginesie w  PRL raczej  nie używało się pojęcia ogród, ale ogródek, działka, pole, sad. Tak więc parki, ogrody, tereny zieleni i fachowcy "od nich" w praktyce zostali skazani na niebyt. Nie chcę tu nikogo urazić. To fakty historyczne. Nie jest to zresztą miejsce na roztrząsania tego tematu. Być może wrócę do tego kiedyś bo po części napisałam o tym pracę magisterską :)
Zaufajmy ogrodnikom, a w tym wypadku architektom krajobrazu. Taka rewaloryzacja wymaga oczyszczenie terenu parku. To jest normalne. Po półwieczu PRLu większość naszych parków wygląda jak dżungla. Stąd przeświadczenie, że parki tak powinny wyglądać, bo i skąd inne przykłady. Jednak pokażcie mi takie obiekty w Paryżu, Londynie, Rzymie? No takich tam raczej nie uświadczycie. I gdyby nie czarne lata PRL w Warszawie też nie byłoby mowy o takich zaniedbaniach, bo obecny stan Ogrodu Krasińskich z naukowego punktu widzenia to gigantyczne zaniedbanie.
Miasto to specyficzny organizm i tkanka, która rządzi się innymi prawami niż tereny wiejskie czy podmiejskie. Nie możemy wszystkiego zamienić w rezerwat przyrody. Nie demonizujmy!
Park Krasińskiech
źródło:http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Krasinskich_5_11.jpg
Z drugiej jednak strony rozumiem i protestujących. Wycinka nawet jednego drzewa to dramatyczny moment. Wręcz czuć jak gęstnieje powietrze. Wiem co mówię bo mam leśników w rodzinie. I co więcej ja nie mogę na to patrzeć, mimo, że rozumiem zasadność działań. I powiem tak: szkoda mi tych drzew w PK. Nie wiem czy dało się inaczej, bo za mało znam temat. Ale z tego co widziałam, raczej park i jego drzewostan wymagał prześwietlenia. On nigdy nie powinien być do tego stanu doprowadzony. Pozostaje jeszcze różnorodność biologiczna i jej ochrona podnoszona przez obrońców parku. To też rozumiem. Tak, działania podjęte w parku miały negatywny wpływ na nią. To oczywiste. Ale czy jest to wystarczający argument? Idąc tym tropem powinniśmy zaniechać jakichkolwiek działań mogących różnorodność zakłócić, obniżyć gdziekolwiek. Nie tędy droga. Tereny zurbanizowane rządza się innymi prawami. 
Reasumując: nie należy angażować emocji, ale racjonalną wiedzę. Niestety nasze społeczeństwo racjonalizm zastąpiło demagogią, która na fali chwytliwych haseł unosi część społeczeństwa . Szkoda, bo zamiast kompromisu szukamy kolejnych argumentów do kłótni. Zamiast kierunkować energie na porozumienie, kierujemy ją w kierunku eskalacji konfliktów. Cóż ekosystem z takimi stratami energii nie pociągnie długo ...

2 komentarze:

  1. Lepiej tematu nie mogłaś ująć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, tak to widzę. Staram się zachować obiektywizm :)

      Usuń

Najchętniej czytacie:

Pamiętaj:

Zdjęcia i teksty zamieszczone na blogu są w większości mojego autorstwa. Chcesz skorzystać, napisz. Nie kopiuj bez mojej pisemnej zgody. Dziękuję :)

Kontakt ze mną:

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *